Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 listopada 2011

Drobiazgi :-)

Jest cudowny ten nasz Syn :-)
Cudowny...

Gramy w berka. Nauczył się w ostatni weekend :-)
Nauczył się to może za dużo powiedziane...
Według M. zabawa polega na celowaniu w nas obłymi przedmiotami.
Miękkimi to już niekoniecznie ;-)
Wczoraj zarobiłam twardą, drewnianą kulą do kręgli!
W czoło!

- Belek! Belek!
I w śmiech :-)
To 'el' naszego M. jakieś takie lwowskie w brzmieniu...

Chwilę temu wrócliśmy z wycieczki do Parku Praskiego...
Powiem Wam szczerze, że nigdy wcześniej tam nie byłam!
Do tej pory znałam go tylko od strony ogrodu zoologicznego - za to dziś wybraliśmy się na spacer Floriańską... Zmiany, zmiany :-) Jak wypiękniał ten odcinek Pragi, no no!

A za mną noc długa :-)
Bezsenna...
Z 'Bohemian Rhapsody' na cztery ręce...
I z grzanym winem :-)
Dopiero po północy obejrzałam tamten koncert...
A potem jeszcze dwa odcinki 'Mad Men' ;-)
Znacie?
Rzecz fenomenalna! Polecam!
Więc sama już nie wiem, czy najpierw się spać położyłam, czy zadzwonił budzik, hehe!
Chyba w tym samym momencie...

***

Dziś w kuchni cynamon :-) I dużo kolendry!
Marokoński tadżin.
Mocno daktylowy!

A wieczorem będziemy szykować lampiony :-)
Wczoraj przyniosłam do domu trzy zwoje bibułki, dużo drutów, arkusze papieru czerpanego, klej i pędzle :-)
Będzie się działo!

Za to weekend zamierzamy spędzić we Dwoje. Tzn. ja i Tatuś M. :-)
A M. będzie u Babci.
W każdym razie taki jest plan!
Dobra kolacja i znakomity teatr :-)
A w niedzielę śpię do oporu!!!

Więc i dla Was - dużo dobrego na najbliższe dni!

A na zdjęciach ukochane łapki. Sprzed roku i z tego lata :-)
Coraz bardziej precyzyjne...
Dziś będą szarpały bibułkę i naklejały ją na szkło!
Myślę, że sobie poradzą!






poniedziałek, 21 marca 2011

Pobudka! Wiosna przyszła :-)

6.30 pobudka.
Kubek wody albo soku dla M.
Za oknem zachwycające światło uwypukla urodę bezchmurnego poranka…
Słońce. Olśniewające…

Pięć, sześć godzin snu – dużo to czy mało?
I tak od blisko dwóch lat…
Na własne życzenie – bo Dziecko śpi, mnie na sen szkoda czasu ;-)
Choć i tak wciąż mi go mało…

Porcja rannych pieszczot i całusów, i jeszcze kradzione Dziecku przez Mamę 3-4 minuty snu… Chwilę potem jesteśmy na nogach: cała trójka i pies!

***

Dobry weekend. Pomimo kataru i uporczywego kaszlu u M.…
Czuję że będzie lepiej…

Tato i Syn. Dłuuugie wspólne dwa dni…

Wczoraj pękałam (po cichu) ze śmiechu, kiedy tatuś M. (znany kawosz i koneser!) tłumaczył Dziecku, na czym polega parzenie kawy… To był długi wykład – od ziarna średnio palonej robusty po wysoce aromatyczny napar z wysoką pianką…  Z wyjaśnieniem fachowych pojęć! M. zafascynowany – pracą młynka do kawy, ciśnieniowego ekspresu, spieniacza do mleka… Niby widział to już setki razy, ale wczoraj jakby pierwszy :-)
Potem ‘parzył’ kawę w swoich miniaturowych naczyniach: maleńkich silikonowych foremkach do muffinek i na-niby-filiżankach…

Czas miłości i integracji z psem. Drapania po uszach, zachwytu nad psim ogonem, liczenia psich pazurów :-)
Ale dziś rano, przy śniadaniu M. na pytanie ‘Gdzie jest osioł?’ wskazał na psa ;-)
Tam!
Hmm, miałam na myśli tego drewnianego osiołka – w komplecie z owcą, krówką i kurczakiem ;-)

Upiekłam bagietki (Partrycjo, czy już mówiłam/pisałam, że NIKT nie inspiruje kulinarnie tak jak Ty?) :-)
Wyszły pięknie – chrupiące, choć może ciut za blade :-(
I przepyszne: Tatuś M. obiecał zgłosić moja kandydaturę do Komitetu Noblowskiego (kategoria: kulinaria) – choć oczywiście zrzekłabym się nagrody na rzecz Trufli ;-) albo chociaż głośno wymieniła Jej imię w podziękowaniach, hihi!

Mam wrażenie, że piekłam je całe dwa dni (noc wcześniej przygotowałam zaczyn, a potem przez pół niedzieli kręciłam się wokół ciasta – rosło i rosło, potem trzeba było bagietki uformować, potem dalej rosły, wiec się posklejały, formowałam je ponownie, itd. ;-) Potem piekłam je po dwie, trzy – więcej na blasze nie zmieściłam… Uff, cały dzień! W sumie wyszło ich 13, hehe!

Za to M. zachwycony, a ja spokojna, bo w bułce nie ma niczego, czego nie powinno w niej być (serwatek, mleka, maślanek, spulchniaczy, itp.)
Czasami myślę, że dzięki alergii pokarmowej M. wszyscy jemy lepiej. Zdrowiej. I – paradoksalnie – nasza kuchnia (a szczególnie kuchnia M.) jest dużo bardziej urozmaicona niż kuchnia niejednego, nie alergicznego Dziecka.
Bo szukam zdrowych zamienników dla nabiału, dla jaj, dla ryb, dla pomidorów, dla potencjalnie uczulających owoców…
Stąd tyle zdrowych kasz, otrębów, strączków, mniej popularnych (a jakże niedocenianych) warzyw, itp.
M. łakomczuch zjada wszystko. Owsianki, jaglanki, etece... Nie grymasi. Rozsmakowuje się w zupach z dyni i soczewicy ku naszej uciesze :-)

Więc tyle u nas…

A co u Was?
Tak przy okazji – dziś Pierwszy Dzień Wiosny!!!

Dzień Wagarowicza ;-)
Robicie sobie dziś jakieś wagary?
My chyba tak… Ruszamy na spacer. Taki króciutki, bo zakatarzony… W stronę lasu… Przyniesiemy Wam trochę bazi ;-)

PS Przeglądam wiosenne zdjęcia z zeszłego roku… Wiosna – jak to wiosna… Ale Dzieci… Każdej wiosny jakieś już inne. Gdzie tam dzisiejszego M. do Dziecka sprzed 12 miesięcy? Dzidziusia…
Nie mogę uwierzyć, że to już DRUGI rok powoli mija… Powoli?
Czas pędzi!!!

PPS Jeśli się uda, zapraszam z tym tygodniu na spacer po Mokotowskiej :-)

czwartek, 3 marca 2011

Leitz camera :-)

To Leica mojego Dziadka… Zamierzam ją uruchomić. Ale jakoś wciąż nie mam odwagi… Piękna, prawda?
Dużo zdjęć, wiem… No ale naprawdę nie mogłam się zdecydować które ;-)

U nas tyyyle się dzieje. M. zmienia się. Każdego dnia wydaje się mi inny. Coraz bardziej. 

Dziś dosłownie w dwóch zdaniach, bo mieliśmy naprawdę duuuży dzień… Za to posłuchajcie, proszę, tego. Już wspominałam tu kiedyś o duecie Cassandra Wilson & John Legend. Ja od tego utworu nie mogę się uwolnić od dłuższego czasu…




 




Kąpiel! O tym marzę… I to taka w chmurze piany :-)
Ale wcześniej upiekę chleb. Enchocolatte, dzięki za inspirację :-)
To będzie taki chleb na koniec Karnawału. Bo pączków już nie mogę...

Do jutra zatem!

PS Czy ktoś używa zamiennie słowa 'chrust' na faworki? I czy zna ktoś karnawałowe róże?

wtorek, 25 stycznia 2011

Wtorek. Rano. A drzewo z niedzieli :-)


Jedna migawka z niedzielnego spaceru…

Leniwy poranek. Próbuję dobudzić się filiżanką espresso.
Ta pogoda trochę rozleniwia…
Zadanie na dziś: bukiet tulipanów albo donica hiacyntów. Albo i jedno, i drugie!
Nie jedyne to zadanie na dzisiaj oczywiście ;-)
 

Prezent od cioci Karoliny zdetronizował wszystkie zabawki ;-) Nawet ulubiony ostatnio przez nasze Dziecko spryskiwacz do kwiatów!!!
Bo M. dostał samochód zdalnie sterowany!!!
I jak się okazuje, nie tylko M. taki uradowany!
Również (a może przede wszystkim) Tatuś M. ;-)
Marzył ponoć o takiej zabawce w dzieciństwie…

Ja marzyłam o domu dla lalek. Takim dużym, najlepiej w stylu wiktoriańskim…
Ale marne szanse na to, żeby to moje marzenie się spełniło ;-)
Chociaż…

Mamy takie deal: umówiliśmy się z Tatusiem Hani, że może wpadać kiedy chce pobawić się samochodem naszego M., za to ja będę odwiedzać Hanię i bawić się jej zestawem mebelków dla lalek ;-)
Jakoś trzeba sobie radzić…

Choć szczerze się przyznam, że za każdym razem, kiedy w sklepach z zabawkami mijam całe różowe sektory przeznaczone dla dziewczynek, gdzieś w głębi duszy odczuwam lekką ulgę ;-) Że Syn!
Tatuś M. podobnie…
Za to na stoiskach z dziewczęcymi ubrankami bardzo lubię się zatrzymywać – o czym dobrze wiedzą zaprzyjaźnione z nami mamy małych dziewczynek :-)

Za lalkami w dzieciństwie nie przepadałam. Zdecydowanie wolałam pluszowe miśki. I książeczki o niedźwiadkach zamiast baśni o księżniczkach. No, z jednym wyjątkiem. Jedną z ulubionych bajek mojego dzieciństwa była ‘Apolejka i jej osiołek’ Marii Kruger z cudownymi ilustracjami Zdzisława Witwickiego. Ale chyba przez tego osiołka lubiłam tę książkę ;-) Osiołka, w którego zamienił się książę… Pamiętacie tę bajkę?


A jeśli chodzi o przepis na owsiane ciasteczka bez jaj, mleka i masła, to podaję (wyszperany gdzieś w sieci z licznymi modyfikacjami).

400 g płatków owsianych (mogą być mieszane: owsiane, pszenne, 4 zboża, etc.)
1/2 szklanki mąki razowej lub otrębów
1/3 szklanki oleju roślinnego
1/3 szklanki ziaren słonecznika (mogą być ziarna dyni albo kokos)
plus
mała paczka rodzynek
kilka suszonych daktyli
parę suszonych fig
garść suszonych moreli - takich bio, ciemnych, brzydkich ;-)
(opcjonalnie można dodać rozgniecionego banana)

Rodzynki i suszone owoce zalewam gorącą wodą, odstawiam na chwilę aż zmiękną i napęcznieją, po czym miksuję.
Tę owocową papkę mieszam z płatkami, mąką, olejem i ziarnami.
W razie konieczności dolewam wody, oleju albo dosypuję mąki.
Masa musi mieć odpowiednią konsystencję, żeby uformować z niej płaskie placuszki.
Piekę kilka minut (aż się ładnie przyrumienią).

Nie są to najsmaczniejsze ciasteczka owsiane (zazwyczaj piekę zupełnie inne), jednak z konieczności sięgnęłam po ten przepis. Są zdrowe. I pyszne. I naprawdę znikają prędko ;-)

Częstujcie się!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

BAM. I dwie (aż) piosenki świąteczne :-)



Dziś w dwóch słowach.
I w dwóch piosenkach :-)

Doprawdy nie wiem, jak uda nam się przetrwać ten tydzień – każdego dnia moc spraw. I przedświątecznych jeszcze spotkań – ale to akurat najprzyjemniejsze!
W środę przyjeżdża moja Mama.
W środę też planuję wybrać się na wigilijne spotkanie do mojej pracy. Na co w sumie się bardzo cieszę – bo nie z wszystkimi mam teraz stały kontakt.

M. rozpiera energia.
Ale taka dobra, przedświąteczna :-)
Przestał chodzić. Biega.
Niesłychanie szybko.

Pojawił się też nowy temat.
Zegary.
Czyli ‘BAM’
Bo BIM niekoniecznie.
Nasz stary zegar jest chyba w tej chwili obiektem największego zainteresowania.
Zegary M. odkrył latem, u mojej Mamy.
Ale teraz szczególnie ukochał sobie tę moją starą książeczkę o zegarach właśnie. Przegląda ją z wielkim zainteresowaniem, znajduje na każdej stronie zegary, wskazuje na nie, mówiąc BAM! A zegarów tam moc: takie z kukułka, jeden dworcowy, ozdobne z pozytywkami, kieszonkowe, kopertowe, budziki, itepe…
W książeczce występuje też kotek. M. wskazuje na kotka i słyszę MIAU, a potem coś na kształt KICI KICI :-)
No i BAM!


Zdjęcia pierniczkowe.
Pierniczki wyszły smaczne, ale grube.
Bo do wałkowania cierpliwości nie mam.
Ideałem są dla mnie te ultracienkie pierniczki z IKEI, ale znam tylko jedną osobę (mamę Hani), która takie cuda potrafi sama wyczarować!!!
Ale ponoć w tym roku też jej nie wyszły ;-)

Piosenki jak mówiłam dwie.
Już kiedyś o tym zespole napisałam w paru słowach. Że gdyby grali parę lat wcześniej, z pewnością byłby to jeden z moich ulubionych rock bandów w czasach LO!
Teraz trochę już z takiego grania „wyrosłam”, ale jak usłyszałam tę świąteczną piosenkę to oniemiałam z zachwytu… Jest piękna. Jedna z moich ulubionych… I do tego ten głos...

A druga ta głównie ze względu na przepiękny, trochę świąteczny teledysk.
I kolorowe pianino!
Obejrzyjcie…

A jutro DJ-em będzie mój Mąż.
:-)
Obiecałam mu tę jedną piosenkę tutaj.
Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko ;-)
Zatem jutro – gościnny felieton muzyczny Taty M.