poniedziałek, 10 stycznia 2011


Taka książka.
Król i morze.
O tym, co król może… Tak naprawdę…

Znakomite, oszczędne ilustracje Wolfa Erlbrucha.
I mnóstwo treści w maleńkich historiach.

Ta moja ulubiona jest o psie.
Pozwolę sobie zacytować. Autorem tekstu książeczki jest Heine Janisch.

Król i pies.

- Siad! Na miejsce! Do mnie! – krzyczy Król. – Jestem twoim królem!
- Do nogi! Stój! Smycz! – krzyknął Król. A potem sam pobiegł za psem.

Król i trąbka.

- Jestem królem – rzekł Król do trąbki. – Zagraj dla mnie!
Trąbka nie wydała z siebie żadnego dźwięku.
- Rozkazuję ci! – powtórzył Król.
Trąbka nadal milczała.
Wtedy Król wziął trąbkę do ręki i leciutko w nią dmuchnął.
Trąbka wydała z siebie cichy dźwięk.
- No tak – powiedział Król.
Przyjrzał się trąbce uważnie.
- Ty nie chcesz po prostu sama zagrać – rzekł.
Pomyślał chwilę.
- No, niech i tak będzie – powiedział i zrobił głęboki
wdech.


Dla mnie ta książka traktuje również o rodzicielstwie. O relacji pomiędzy Dzieckiem a rodzicami. Chyba szukałam takiej właśnie książki. Nie kolejnego poradnika.
Znalazłam.





Król i noc

- Jesteś czarniutka – powiedział Król do nocy. – Czy nie możesz być kapkę jaśniejsza?
- O tym musisz porozmawiać z dniem – odparła noc. – On jest tu od jasności, a ja od ciemności.
Król poszukał zapałek.
- A ja jestem tu od jednego i drugiego – powiedział Król i zapalił świecę.

Król i gwiazda

- Jaki jest z ciebie pożytek? – zapytał Król gwiazdę. – Jesteś bardzo daleko. Nie mogę cie dotknąć. Co można z tobą począć?
Wtedy gwiazda nagle zniknęła.
- O, jakże wszystko jest ciemne! – Wracaj! Brak mi ciebie!
- A jednak! – odparła gwiazda i zesłała swoje najpiękniejsze promienie.




Heinz Janisch, Wolf Erlbruch, Król i morze. 21 krótkich opowiastek, wyd. Hokus-Pokus



***

Wczoraj jednak się udało.
Zamiast wina – spacer.
Z Delie.
I z psem.
Dwugodzinny, późną porą…
Oblodzona droga pod lasem okazała się zdecydowanie złym pomysłem – Filip co i rusz znikał nam z oczu w zupełnej ciemności…
Potem już było lepiej :-)
Spotkałyśmy się na południowym krańcu Warszawy, by po dwóch godzinach dotrzeć do Bukaresztu ;-)
Myślę, że to powtórzymy.
Taki spacer…

A kiedy wróciłam do Domu – a był to kawałek przed 23 – M. I Tatuś M. oglądali w najlepsze berliński koncert Stinga ;-)
Serio!
Na podłodze LEGO chaos, a oni pochłonięci muzyką :-)
Bawili się w najlepsze ;-)
Najwyraźniej!
Też jakiś sposób na ząbkowanie i nocne przebudzenia…
Trochę mi to zajęło, żeby położyć M. z powrotem do łóżeczka…
Ale potem wieczór ciągnął się jeszcze przez chwilę. Ze Stingiem, czerwonym winem i jednym odcinkiem Californication na dobranoc ;-)
O matko… Jaki dzień!

Może więc dzisiaj to
Bo jakoś tak wczoraj Sting na powrót wkradł się w moje łaski... A dawno go nie słuchałam, bo mi trącił konfekcją odrobinę ;-)
Ten drugi utwór to chyba mój zdecydowanie najulubieńszy... W tej toskańskiej wersji z 2001 właśnie...

11 komentarzy:

  1. ciemnonocny śliski spacer :) no jak ulał mi pasuje do ciebie i Delie choć was nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Magda, zawsze zapraszamy :-)

    Anik, jak to nas nie znasz???

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie jest mieć przyjaciółkę blisko siebie, ja na spacer z moja przyjaciółką też wybieram się wieczorami, tylko sceneria ciągle ta sama - komputer i dźwięk komunikatora informujący, że jesteśmy dostępne :)

    co do Stinga - uwielbiam , a refren nr1 jest moim jednym z ulubionych

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie wspolne spacery, super...!!! osobiscie mam ich bardzo malo i nawet nie pamietam kiedy tak sobie ostatnio z kims spacerowalam, bardzo mile uczucie...

    a ksiazeczki nie znam wiec tytul juz sobie zapisalam... :-) Serdecznosci. M

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz Maggie, ja też pasjami uwielbiam te książki dla dzieci, które tak naprawdę są bardziej dla mnie... Takie do zamyślenia, do rozmarzenia. Czasem smutne. Innym razem bawiące do łez. Ale chyba najbardziej te smutnawe właśnie...
    Niedopowiedziane historie. Ważne słowa. Ważne przemilczenia. To coś, często między słowem, ilustracją i tym nieuchwytnym - pomiędzy. Jak opowieści o Muminkach, na przykład...

    Spacer do powtórzenia, koniecznie... Cieszę się razem z Wami, że jesteście sąsiadkami...

    OdpowiedzUsuń
  6. No, właśnie Anik jak to nas nie znasz?:)))

    Maggie, świetne te wiersze. Nie znałam.

    A to zdanie obłędne: "Spotkałyśmy się na południowym krańcu Warszawy, by po dwóch godzinach dotrzeć do Bukaresztu ;-)"

    Spacer wspaniały. Ja myślę, że latem może też być fajnie pójść na taką przechadzkę:)

    A Stinga czasem lubię posłuchać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. cudne ilustracje, lubię minimalistyczne i rozbudzające wyobraźnię ilustracje w książkach dla dzieci.
    spacer musiał być cudowny, zwłaszcza że zakończony w Bukareszcie, cokolwiek to oznacza ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam wrażenie, że twój dzień ma kilkanaście więcej godzin od mojego :) Przydatna rzecz taka rozciągliwa doba- można upchnąć kilka miłych rzeczy, spotkań, dźwięków, spacerów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Stinga słucham teraz cały czas. Uwielbiam go.
    Taki spacer i w takim :) towarzystwie to jest coś :)
    U nas dziś deszcz ze śniegiem. Jednak wczorajsza pogoda była udana :)
    Nad słuchawkamipomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. eWo, fajnie :-)
    Ale takie @ przyjaźnie też mają swój urok!

    Mamsan, książeczkę naprawdę polecam - choć może bardziej jest ona dla nas niż dla dzieci... Ale może się mylę... I spacer polecam :-)

    Cardoso, to mój nałóg - literatura dla dzieci. Gromadziłam na długo zanim pojawił się M.
    Muminki również, bo nie wszystkie tomy miałam na własność w dzieciństwie...

    Delie, to takie wiersze-nie wiersze... A z tym Bukaresztem - no nie było tak? :-)
    Chyba mi się nawet śnił ten widok z okna - tak o tym sugestywnie opowiadałaś! Serio!
    I dzięki raz jeszcze!!!

    Kemotko, uwielbiam Erlbrucha! A spacer, faktycznie, udany :-)

    Raincloud, a mnie się wydaje, że mój dzień jakiś taki mało pojemny. Dlatego sypiam króciutko :-(

    Magdo, ja uwielbiam z przerwami ;-) A spacery lubię i samotne, i w towarzystwie - w takim przemiłe!

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :-)